Jaką drogę przeszedłem i co
doprowadziło mnie do Sukcesu?
Jaką drogę przeszedłem do miejsca, w którym teraz jestem…
Zawsze byłem otwarty na nowe rozwiązania, dlatego też poszedłem do wojska.
Podczas jednej z ostatnich przepustek, wracaliśmy pociągiem z kolegami.
Dosiadł się do nas mężczyzna i zaczął opowiadać o tym ,że wraca z jakiegoś biznesowego spotkania – słuchałem go jako jedyny z towarzystwa.
Jego osoba wydawała mi się na tyle ciekawa, że bez zastanowienia wziąłem od niego nr telefonu. A że już w wojsku zastanawiałem się w jaki sposób będę zarabiał na życie, szybko zaprosiłem go do siebie do domu. Na spotkanie zaprosiłem również kilku znajomych i to właśnie były moje początki w biznesie sieciowym.

Mocno mnie zainteresował , gdy pokazał, co można osiągnąć. Budowanie sieci, zarabianie z obrotu innych, prowizja od firmy za rekomendacje, im większy obrót, tym większe dostajemy pieniądze. Szok!
Zachwyciło mnie to, że marketing sieciowy jest taki prosty! To było to!
Chciałem zarabiać pieniądze i taką możliwość zobaczyłem właśnie w biznesie sieciowym! Mimo, iż było to moje pierwsze zetknięcie z branżą, szybko zacząłem zarabiać duże pieniądze. Chodziłem z wyciągiem bankowym i pokazywałem ludziom obecnym na spotkaniach, że w MLM są do zarobienia realne pieniądze.
Przyszedł moment, w którym nasze drogi (tj. moja i firmy, z którą współpracowałem) musiały się rozejść.
Drugie podejście do biznesu sieciowego.
Kolega z wojska, który wiedział, że zajmuję się tego rodzaju biznesem, skontaktował mnie ze swoim znajomym, który pokazał mi amerykańską firmę MLM wchodzącą właśnie na polskie rynek.
Na spotkaniu dowiedziałem się szczegółów i nawiązałem współpracę ze znajomym kolegi (on sam współpracy nie podjął) (To właśnie w tej firmie poznałem się z Norbertem Janeczkiem)
Współpracowałem z firmą Amway 2 lata. Uczyłem się i rozwinąłem. Byłem zachwycony tym, że można dzielić się wiedzą o dobrych produktach i w ten sposób zarabiać. Wierzyłem w to i doświadczałem tego, że biznes sieciowy pomaga ludziom lepiej żyć.
W pewnym momencie się zatrzymałem. Zabrakło mi pewnej wiedzy, by iść dalej. Mieliśmy lidera z Austrii, który uczył nas od „wielkiego święta”. Popełnialiśmy masę błędów. Pomimo tego, że sam bardzo dużo się uczyłem, słuchałem mnóstwa kaset, czytałem wiele książek, to jednak brakowało lidera. Lidera, który poprowadził by mnie dalej. W materiałach szukałem, oprócz wiedzy, motywacji – motywacji by wytrwać wtedy kiedy przychodziły trudniejsze chwile.
Przyszedł czas, kiedy poznałem moją Żonę.
Wtedy nie miałem jeszcze takich pieniędzy z marketingu sieciowego, aby zapewnić bezpieczeństwo finansowego.
Dlatego też podjąłem pracę jako Przedstawiciel Handlowy. Wytrzymałem 8 miesięcy. Lubię pracę z ludźmi, ale nie podobały mi się polecenia służbowe z hurtowni, która mnie nie zatrudniała.
To był czas kiedy zająłem się ubezpieczeniami. Bardzo mocno się do tego przyłożyłem i było to moje główne zajęcie. Po 3 – 4 miesiącach miałem już pierwsze poważne rezultaty. Zmieniłem samochód, poczułem, że potrafię coś zbudować, odczułem też poczucie bezpieczeństwa oraz to, że zarabiam dobre pieniądze. Ale budowanie sieci ciągle siedziało w mojej głowie.
Po 10 miesiącach zmieniłem firmę. Do nowej poszedłem na stanowisko menadżera. Tam budowałem swój zespół. Po roku zostałem dyrektorem. Rozstałem się z nimi, gdy firma zaczęła wymagać od nas niemożliwego.
Wtedy postanowiłem, że ubezpieczenia będę robił na własny rachunek. Poszedłem w multiagencję. I przez około 8 lat zbudowałem sieć swoich agentów (około 50 Osób), mając 3 biura.
Pamiętam z tamtego okresu bardzo dokładnie naszą parapetówkę. Jeden z zaproszonych kolegów pochwalił mój dom i zapytał, jak mi się tu mieszka.
I to było kluczowe pytanie, które zmieniło moje życie.
Jedyne co mogłem odpowiedzieć to to, że nie wiem.. bo ja tu tylko śpię… Tak, to był jeden z tych momentów zwrotnych. Uświadomiłem sobie, że tak zajmowałem się zarabianiem pieniędzy, że nie miałem czasu dla siebie i rodziny.
Tu w głowie pojawiła się myśl, że pomimo budowania sieci, ja wciąż mam za mało czasu.
W 2007r. kolega opowiedział mi o książce Kiyosakiego „Bogaty ojciec, biedny ojciec”.
Wtedy na nowo otworzyłem oczy na biznes sieciowy. Był to czas gdy miałem pieniądze, ale byłem zmęczony pracą od rana do nocy. Ta książka uświadomiła, że może być inaczej. Że mogę mieć i pieniądze i czas! A istotą rozwiązania ludzkich problemów nie jest praca za pieniądze.
Niestety my wszyscy jesteśmy ciągle uczeni tylko jednego schematu i dlatego tak wielu ludzi nie widzi możliwości w network marketingu.
Kolejna szansa – Znajomy powiedział, że ma ciekawy temat dotyczący rynku telefonicznego. To były czasy, kiedy monopol na rynku miała jedna firma. Dowiedziałem się, że wchodzi nowa firma z tańszymi połączeniami. Od razu zauważyłem, że jest spora szansa na sukces, bo rynek zaczyna się demonopolizować.
Podczas prezentacji ogromnie zagadała do mnie grafika, którą na podobny wzór, zobaczyłem w ubezpieczeniach. Było to koło – tort – na którym zaznaczony był mały wycinek. To pokazywało, jak wielkie możliwości są przed nami! I świadomość, że ja jestem jednym z pierwszych, którzy będą budowali ten rynek! I tu ukryta jest cała tajemnica biznesu sieciowego: Szukaj ludzi, którzy zapalą się do pomysłu, takich, którzy szukają czegoś więcej!
Pojechałem na pierwsze firmowe spotkanie do Mediolanu, zobaczyłem, że z Polski przyjechał tylko jeden autobus – ok. 40 osób.
Na 30 – 40 milionów ludzi, tylko 40 Polaków! I wśród nich ja! Na kolejne spotkanie w Lizbonie pojechaliśmy grupą mieszczącą się w 13 autokarach.
Zafascynowało mnie to, że w marketingu sieciowym jestem nieograniczony w dochodzie. Im więcej osób, im większy obrót, tym większe zarobki. Ambicja i świadomość tych możliwości zagłuszały moje obawy. Zrozumiałem, że aby ten biznes robić dobrze, to trzeba się go najpierw nauczyć. Znalazłem ogromną siłę w edukacji, jeździliśmy na szkolenia.
Zbudowałem zespół ponad 2000 osób, ponad 10 000 klientów. W pewnym momencie pojawiło się wyzwanie – nasza firma nie była w stanie obniżyć cen. Monopolista miał jeszcze takie możliwości. My nie. To spowodowało, że zrezygnowaliśmy ze współpracy.
Nieocenioną wartością było to, iż w tej firmie poznałem Piotra Pacygę. To właśnie razem z Nim i Norbertem Janeczkiem odeszliśmy równocześnie z firmy.
Dokładnie wtedy pojawił się pomysł, by stworzyć nową firmę.
To właśnie tu, w tej firmie, wypracowałem jedno z najwyższych stanowisk i zmieniłem nie tylko swoje życie, ale setek Osób.